środa, 20 lipca 2016

Hejka

No cześć. Bo dwóch dniach istnienia bloga trzeba zrobić jakoś notkę przeglądową. A więc jak już wspomniałam blog istnieje tylko dwa dni ale jest już prolog i trzy rozdziały. Czemu tak wiele w tak mało dni? Bo mam fazę. No i w Sobotę wyjeżdżam na trzynaście dni i raczej nie biorę komputera. Dlatego też do soboty staram się nadrobić z rozdziałami. I proszę oraz dziękuję za komentarze. Bardzo motywują. :) Jest opcja na anonimy więc każdy może komentować. I zapraszam też do obserwacji mego bloga. Na koniec jeszcze info,że blog będzie mieć około 20 - 30 rozdziałów ale być może zrobiłabym drugą część jeżeli w ogóle skończę tą. To może nieprawdopodobne ale miałam około 50 blogów,a żadnego z nich nie skończyłam. :( Ech takie życie. Z tym będzie pewnie inaczej. No i dobra taka zagadka:
 Czemu Loyal ukrywa prawdziwy kolor lakieru? 
I co to może oznaczać? 

Zagadka wyjaśni się dopiero w środku opowiadania więc będziecie musieli czekać dlatego takie coś. Przemyślcie każdą opcje która wam przyjdzie do głowy. To pozdrawiam i do następnego rozdziału!

Rozdział 3 Złoża Energonu

- Nie tędy Smockescreen! - Ironhide popnął lekko Smoke'a w kierunku przeciwnym do tego gdzie szedł.
- Łaaatwo ci móóóówić! To waaaaży z tooonę! - powiedział biały bot z wysiłkiem. Całą swoją główną uwagę pokładał na balansowaniu starając utrzymać wszystkie elektryczne gadżety Ironhide'a którymi ,,dekorowaliśmy'' bazę. Byliśmy tu już tydzień i codziennie pracowaliśmy by jakoś to wyglądało. Oprócz kilku moich zabawek pomogło nam jeszcze więcej gratów Hide'a który był masywniejszy od Smockescreena więc jakoś zawsze to taszczył. Ale biały bot był o wiele mniej masywniejszy i gorzej sobie radził,a była to dopiero 1/5 gratów czarnego.
- Nie przesadzaj - westchnął Iron. I w tym momencie młody nie wytrzymał i upadł upuszczając wszystko na podłogę. Hide z westchnieniem zaczął mu pomagać. Mimo już dosyć długiego pobytu na ziemi Cony nie spieszyły się ze zdobywaniem Energonu i była cisza. A Terror i Scream pewnie o nas mówili. Byłem prawie pewny,że Megatron che uśpić tak naszą czujność. Nie uda mu się to. Poza tym wychodziło na tym,że jestem liderem grupy,a Smoke...upierał się,że skoro był drugi to ma być Zastępcą. Ja jednak poprosiłem o to Hide'a i zgodził się. Z Młodym miałem spokój ale nie na długo bo już kolejnego dnia wrócił mu lizusowy ale szczery uśmieszek.
- Ocho! Za niedługo dzieciaki kończą lekcje! Zbierajmy się! - Hide odłożył resztki jeszcze nie zamontowanych rzeczy na stół. Przybiegła Erica która montowała rzeczy do sali treningowej i wraz z nią ustawiłem się przed miejscem gdzie miał pojawić się most.
- Wiesz jak to się robi? - spytała Smoke'a. Hide coś tam mu przypomniał i dołączył obok. Ja jechałem po Kevina, Hide po Bena,a Erica po Rose. Komendant Monica(jak zwykliśmy mawiać) miała pojawić się później po pracy.
- Spoko - Smoke uniósł kciuk w górę. Jako jedyny nie miał z dzieciaków takiego a'la partnera więc to on uruchamiał most  i wysadzał w lesie przy szkole. Niestety jakoś nie opanował jeszcze tego urządzenia i wczoraj na przykład wywiózł nas do Dubaju przez co gdy dzieciaki wróciły do bazy - na piechotę rzecz jasna - Ben musiał to odkręcać z godzinę.
- Na pewno? - spytałem podejrzliwie.
- Jasne przyjacielu! - wyszczerzył się. Ja nawet nie miałem siły go poprawiać więc tylko go pospieszyłem,a on uruchomił most. Zmieniliśmy się w auta i z wahaniem wjechaliśmy do środka. Tym razem Młodemu się udało i wysadził nas w lesie przy szkole. Gdy odebraliśmy dzieciaki i wróciliśmy do bazy Rose z udawanym klaskaniem powiedziała: ,,Brawo Smoke. Do tysięcy razy sztuka!'' przez co wszyscy wybuchnęli śmiechem. Potem gdy nasi ludzcy przyjaciele odrobili lekcje wzięliśmy się za dalszą część porządków w bazie. Oprócz głównego pomieszczenia z komputerami tworzyliśmy salę treningową,sale medyczną(a przynajmniej jej imitację) i pomieszczenie gdzie dzieciaki i pani Komisarz zatrzymywali się na weekendy(rodzice Bena myśleli,że chłopak nocuje wtedy u Kevina). Były tam łóżka rzeczy ludzkie niejakie telewizory i tego typu. My właśnie odgarnialiśmy porozwalane rzeczy z miejsca przed bazą gdy nagle z pomieszczenie wybiegł zaaferowany Ben.
- Sygnał! Sygnał! - przystanął by odsapnąć.
- Co sygnał? - zapytał Hide.
- Z komputera! Odezwał się! - ledwo wypowiedział te słowa wszyscy już byliśmy w pomieszczeniu.
- Ma rację - potwierdził Iron - W Tokyo są Cony i odkopują wielkie złoża Energonu - natychmiast porozdawaliśmy sobie walkie - talkie i ustawiliśmy się do akcji. Czarny bot zostawał z dziećmi.
- No na reszcie coś się dzieje - skwitowała Rose wyprzedzając w tym Kevina - Macie może coś do przewożenia Energonu? - Erica skinęła za nas głową.
- Uwaga otwieram! - po chwili przed nami pojawił się portal. Ja,Smoke i fembotka przybraliśmy postacie pojazdów i wjechaliśmy do tunelu. Po chwili byliśmy już po drugiej stronie. Pierwsze co zauważyliśmy to wielką dziurę na pustkowiu oraz statek Conów w pobliżu.
- Chodźcie - machnąłem do towarzyszy ręką - I bądźcie cicho - ostrzegłem ich szeptem i poczołgałem się w dół. Na dole stał Terror wściekle komenderujący Conom. Roboty posłusznie wydobywały niebieskie kostki w ogromnych ilościach i ładowały je na taczki. Pochyliłem się by lepiej słyszeć fioletowego. Wysiłek jednak był niepotrzebny bo zaczął się normalnie wydzierać.
- Zabije go!!! Zabije!!! Czemu to on dostał misję we włoszech???!!! Co z tego,że mniej energonu???!!! Przynajmniej nie mija się tyle ludzi!!! Łatwiejsza misja???!!! Raczej trudniejsza!!! Co się tak gapisz???!!! Do roboty!!! - krzyknął widząc jak jakis con się mu przygląda. Ten natychmiast spuścił wzrok,skulił się i szybko wrócił do wykopywania Energonu.
- Ała moje uszy - powiedział trochę za głośno Smockescreen. Uderzyłem go lekko w tył głowy by był cicho - Za co?! - i wtedy setki Decepticonów spojrzało się w naszym kierunku. Myślałem,że go zabiję!
- Szpiedzy! - zawarczał wściekle Terr,a po chwili zobaczył mnie - O Loyal...Witaj na swoim cmentarzu! - zamienił się w terenówkę i zaczął jechać bo zboczu w moją stronę. Ja zrobiłem szybki unik. Nie miałem czasu na oryczenie Smockescreena. Dostanie mu się w bazie. Szybko zmieniłem się w samochód i starałem się jechać na tyle szybko by mnie nie dogonił. Niestety to było omal nie możliwe zważywszy na rodzaj podłoża i mojego samochodu. Szybko zleciałem i poturlałem się na sam dół. Zmieniłem się w robota i stanąłem na nogi wyciągając blaster i ostrze. Przede mną stanął Terror.
- No cóż...tutaj twój refleks mało się przydał - wyjął ostrze,a ja przyjąłem postawę do walki. Katem oka widziałem jak Vehicony  gonią za Smockescreenem i Ericą. Bot strzelał do nich z blastera,a fembotka dawała im kopniaki prosto w brzuch i rozcinała głowy swoimi dwoma ostrzami. Jakoś sobie radzili ale wiedziałem,że nie poradzą sobie cały czas. Trzeba było zawołać na pomoc Ironhide'a.
- Co? Widzę,że się nie poddaliście. Cóż...plan Lorda Megatrona zawiódł. Zresztą...był przewidywalny do bólu...Ech...nawet najwięksi się mylą...PRAWDA? - spytał mnie z naciskiem. Wiedziałem o co mu chodzi. Więc czemu za nim tęskniłem...On wiedział. Nawet gdyby nie widział tego lakieru...
- ZAMKNIJ SIĘ!!! - ryknąłem.
- Pierwsza misja i już niepowodzenie? - on umiał doprowadzić do rozpaczy słowami lepiej niż Starscream - O jak mi przykro...
- POWIEDZIAŁEM ZAMKNIJ SIĘ!!! - rzuciłem się na niego wystrzeliwując z blastera. Zrobił unik więc zamachnąłem się na niego ostrzem. Nie zdążył się uchronić i przeciąłem mu lekko ramię. Niestety za lekko by zrobić mu jakąkolwiek krzywdę. Terr nie zareagował na mój cios i ruszył na mnie. Walczyliśmy tak kilka minut uderzając raz po raz ostrzem. Smoke i Erica zniknęli mi z oczu...

Oczami Smockescreena
Uciekaliśmy od dziury. Część Vehiconów zabiliśmy ale było ich za dużo i druga część jechała za nami. Loyal zniknął mi z oczu. To wszystko moja wina! Pierwsza misja,a ja wszystko popsułem! Brawo Smoke! Toś się popisał! Jechałem w postaci auta,a przede mną była Erica. Też była zła ale milczała. Nie było czasu by połączyć się z bazą. Ale musieliśmy znaleźć chwilę wytchnienia by wezwać Hide'a. Był silny. Pomógł by nam. I Loyalowi...Wtedy jeden z Vehiconów do nas strzelił. Ominęliśmy jego pocisk ale wtedy nadleciał kolejny,kolejny i kolejny. Mimo,że staraliśmy się omijać było to coraz trudniejsze bo im dalej jechaliśmy tym więcej było piasku. I trzeba było uważać by nie spotkać ludzi. Jadące pojazdy to nic złego ale pojazdy jadące bez kierowców z czarnymi dziwnym samochodami z tyłu strzelającymi byłoby dziwnie i nieźle byśmy się wpakowali.
- Ach! Smoke! Loyal cię zabije! - wysyczała Erica.
- Wiem...przepraszam...
- Ech...już nie przepraszaj. W twoim wieku też taka byłam - chyba fembotka się uśmiechnęła - Patrz tam - szepnęła nagle. Vehicony nie dały rady na piasku i zatrzymały się na chwilę. Wykorzystaliśmy więc szansę i skręciliśmy do jakiegoś starego zabudowania ukrytego śród kamieni które wypatrzyła Erica. W środku znowu zmieniliśmy się w boty.
- Uch...było blisko. Dobrze,ze to wypatrzyłaś - uśmiechnąłem się przepraszająco za wszystko.
- Spoko - również się uśmiechnęła. Mimo,że chyba już się nie gniewała to jednak spochmurniałem.
- Znajdą nas?
- Mam nadzieję,że nie.
- I żeby nie złapali Loyala - zaniepokoiłem się. Erica spojrzała na mnie uważnie.
- Przyjaźnicie się prawda? - pokręciłem przecząco głową.
- Nie ale uwierz,że bardzo bym chciał. Już na Cybertronie chciałem byśmy się przyjaźnili. Ale on zawsze mnie odpychał. Pewnie myślał,że chce się z nim przyjaźnić bo ma wysoką pozycję. Ale to nieprawda. Był po prostu tolerancyjny. A ja chciałem przyjaciela. I...z charakteru przypominał mi mego brata... - olejna łza spadła mi po policzku. Nie musiałem mówić co się z nim stało. Fembotka domyśliła się sama i przytuliła mnie pocieszająco.
- Nie martw się Smoke. Nic na siłę - poklepała mnie po plecach.
- Dzięki Erica.
- Proszę - wyciągnęła walkie - talkie - Zadzwonię po Hide'a,a ty stój na czatach. Skinąłem głową i wstałem. Otarłem łzy i postarałem się wziąć w garść. Ona ma rację. Nic na siłę...

Oczami Loyala

- Tym razem nie ujdziesz sucho Courage! - Terror znów uderzył w moje ostrze. Zablokowałem je. Decepticon miał lepszą kondycję ode mnie. Nie był jeszcze zmęczony. Albo dobrze to ukrywał lub był o wiele mniej zmęczony niż ja. Starałem się tego nie okazywać ale byłem wymordowany.
- Chciałbyś Terror! - odepchnąłem go. Nikogo z botów nie było. Mogłem wykonać ten charakterystyczny dla kogoś innego ruch...Odepchnąłem go jeszcze raz,podskoczyłem,zrobiłem obrót wokół swojej osi w powietrzu i uderzyłem bota z nogi w twarz. Ten nie spodziewał się takiego ataku i broń wypadła mu z ręki. Szybko więc wstałem i przebiłem go ostrzem. Ostrze wylądowało obok iskry ale za daleko by zrobić mu jakąś śmiertelną krzywdę. Mimo to Terror zawył z bólu. Szybko wyjął ostrze i kopnął mnie w nogę niespodziewanie. Wywaliłem się,a on wziął moje ostrze. Zamachnął się na moją głowę.
- Godny ruch... - ustawił się wysoko nade mną i machnął. Jednak ktoś go uderzył i nie dokończył ani zabicia mnie ani swojego zdania. I dobrze bo przede mną pojawił się Ironhide. Strzelił w cona rozwalając mu rękę. Tamten zawył z bólu.
- Przyda się pomoc? - spytał z uśmiechem podając mi rękę. Odwzajemniłem uśmiech i z jego pomocą stanąłem na nogi. Tuż obok nas wylądowali Erica i Smoke. Biały nie patrzył w moją stronę. Wstydził się.
- Wy... - Terror stanął chwiejnie na nogach. Obok pojawiły się Vehicony - I tak nie pokrzyżujecie nam planów! - robotów chodź mniej niż wcześniej nadal było dużo.
- Więcej niż nas goniło - zdziwiła się Erica - Ktoś musiał wezwać posiłki - zdenerwowała się. Cony zaczęły pakować energon do taczek. Pojawił się wielki portal. Decepticony uciekały z Energonem. Wszyscy wiedzieli,że nie wykopali wszystkie ale większość i tak była ich.
- Nic z tego! - Smocke strzelił w jednego Cona i natychmiast ruszył do wrogów. Nim ktoś zdążył zareagować był już przy portalu,większość taczek kopnął w naszą stronę. Terror strzelił do niego z blastera ale ten szybko kucnął unikając strzału. Decepty wzięły taczki które im zostały i zniknęły w portalu. Smoke odetchnął. Wiedziałem,że chciał tak odkupić swoje winy...i udało mu się...częściowo.

- I jak tam? Mieliście problemy prawda? - przy dzieciakach była już Monica. Nawet nie zauważyliśmy,że stało się tak późno. SKinałem głową.
- Długa historia - wskazałem na taczki noszone przez Hide'a i Erice - Ale się udało - gdy do pustego i dużego pomieszczenia daliśmy Energon(teraz był to prowizoryczny magazyn),a potem zaczęliśmy opowieść. Na wzmiance o krzyku Smoke'a tamten zwiesił głowę. Gdy skończyłem opowieść Smoke wstał. Był przybity.
- Nie chciałem.
- Wiem - uśmiechnąłem się - Ale tymi taczkami odkupiłeś winy.
- Z tego co słyszeliśmy to było świetne - odezwał się Ben wstając i pokazując kciuka w górę.
- Pewnie - dodała Rose.
- Tak! - podskoczył Kev wyrzucając zamkniętą pięść w górę. Smoke uśmiechnął się. O tak...Bycie liderem wcale nie jest łatwe. Takie misje,błędy swoje i członków drużyny... Ale jak On dał sobie radę to ja tym bardziej. Pokaże,że nie słusznie mnie ocenił po pochodzeniu...

wtorek, 19 lipca 2016

Rozdział 2 Samotniczka i zakochany lider

Następnego dnia gdy się obudziliśmy od razu zacząłem montować sprzęt z Cybertronu i odpowiednio go zmontowałem. Na planecie oprócz refleksu słynąłem też z możliwości mechanicznych więc raz dwa uporałem się z tym zadaniem. Smockescreen po wczorajszym odkryciu milczał jak zaklęty. I mimo,że nie poruszał tego tematu to wiedziałem,że zastanawia się co to oznacza. W gruncie rzeczy ja wpadłbym na kilkanaście pomysłów,a on nie jest taki głupi. Założę się,że przemyśli każdą opcję chodź bardziej te najprawdopodobniejsze. Poza tym tego ranka już nic się takiego nie działo. Przed szkołą wpadł do nas Kevin ze swoimi przyjaciółmi - Benem i Rose. Do szkoły mięli jeszcze piętnaście minut więc nasz nowy przyjaciel postanowił ich już przyprowadzić. Oniemieli gdy nas zobaczyli. Taka prawda. Ale po kilku minutach przekonali się do nas,zachwyceni i podekscytowani. Oczywiście Kevin na początku im opowiedział całą naszą historię tylko zapomniał ich ostrzec by nikomu innemu nie mówili. Ben był brązowowłosym chłopakiem w okularach o niskim wzroście. Odznaczała go wysoka inteligencja. Natomiast Rose była wysoką(nawet troszkę wyższą od Kevina)dziewczyną z ciemnymi prawie granatowymi włosami w kitki. Farbowanie(czyli zmiana koloru włosów jak wytłumaczył mi Kevin) jest niedozwolone w szkole ale Rose się nie przejmowała aż w końcu nauczyciele nie mięli do niej siły. Była zadziorna i wesoła. Wraz z Kevinem chodziła do szkoły i miała tyle samo lat. Ben również chodził do tej samej klasy mimo wieku 10 lat ponieważ był zbyt mądry i go przenieśli. W każdym bądź razie bardzo się zaprzyjaźniliśmy,a wieczorem miała przyjść matka Rose. Szczerze wczoraj gdy Kevin mi powiedział,że przyjdzie z przyjaciółmi to nie byłem zadowolony ale dorosły mógł bardziej skomplikować naszą misję. Lecz w nocy przespałem się z tym i stwierdziłem,że to dobry pomysł by mieć przy sobie dorosłego człowieka który zna naszą tajemnicę.
- Odwieziecie nas? - z rozmyślań wyrwał mnie głos Kevina. Przytaknąłem głową. Tym razem to ja zostałem w bazie,a Smoke odjechał z dziećmi. Potem wrócił i nic się nie działo. Dopiero gdy słońce już świeciło wykryłem na ledwo stworzonym komputerze jakiś sygnał.
- Czyżby Cony? - spytał Smoke.
- Nie. Autoboty - oderwałem się od ekranu.
- Czyli jednak - ucieszył się. Skinąłem głową.
-  Gdy dzieciaki wrócą zajmiemy się tym - faktycznie gdy wrócili ze szkoły(jeszcze bez matki Rose)Kevin przywiózł obiecane lakiery o której wcześniej prosiłem i mnie opryskał. Potem przedstawiliśmy im z młodym nowinę.
- Gdy was nie było odkryliśmy dwa sygnały Botów na prowizorycznie zrobionym przeze mnie ekranie - wskazałem na komputer podeszli tam.
- Nieźle - skwitował Ben moją robotę.
- To dobrze,że są inny Boty. Może z tej byłej ekipy Prime'a? - zapytał Kevin. Pokręciłem głową.
- Raczej nie ale dobrze by było - znowu spojrzałem na ekran. Zostańcie w bazie - podałem im walkie talkie które od razu wziął Ben. Uśmiechnąłem się.
- W razie czego będziemy w kontakcie - zamieniłem się w samochód. Niestety nie miałem mostu ani ziemnego,ani kosmicznego więc musieliśmy obejść się bez. Smoke również zmienił formę i wyjechaliśmy z bazy. Droga nie była ani długa ani krótka. W sam raz. Gdy w końcu się zatrzymaliśmy okazało się,że jesteśmy na wyjeździe z miasta. Teren był pusty nie licząc drogi przez którą i tak nie jechały samochody. Zboczyliśmy i przemieniliśmy w roboty.
- No to gdzie oni są? - spytał Smoke - Zwiali?
- Nie wiem. Trzeba sprawdzić.
- Juz się robi - Smoke z promienistym uśmiechem znowu zaczął mi się podlizywać zapominając awantury z lakierem i sięgnął po walkie talkie - Dzieciaki widzicie sygnał?
- Tak widzimy was - odpowiedziała Rose.
- Im chodzi o tamte boty - poprawił ją Ben - Owszem widzimy. Są przed wami musicie jeszcze trochę pojechać w ich kierunku.
- Zrozumiałem dzięki - odłożył urządzenie i zmienił się w pojazd. Ja również to uczyniłem i pojechaliśmy znowu we wskazanym kierunku. Dopiero po kilku maxicyklach zobaczyłem jakieś dwie sylwetki przed nami. Po posturze poznałem bota i fembotkę. Oni chyba też nas zauważyli bo wycelowali w nas blastery i zaczęli strzelać.
- Zmieniaj się! - nakazałem Smoke'owi. Przyjeliśmy robocie formy i podnieśliśmy ręce w geście obrony.
- Spokojnie nic wam nie zrobimy! - krzyczał Smoke. Podeszli do nas i wtedy od razu spuściłem ręce. Poznałem bota. Był czarny i masywny. Nadal miał ten sam delikatny uśmiech na twarzy.
- Ironhide! - uśmiechnąłem się - Poznajesz mnie? To ja Loyal Courage!
- Courage?! No cześć brachu! - przytuliliśmy się po przyjacielsku. Potem spojrzałem na fembotkę. Była niebiesko - żółta miała zielone oczy i była...strasznie śliczna. Moja iskra omal mi nie wyskoczyła z piersi.
- A ty jesteś Smoscksreen? - nagle ocknąłem się słysząc głos Irona. Smoke przytaknął.
- A ty jesteś? - spytałem. Ta tylko zamilkła i odwróciła się na pięcie. Poczułem się dziwnie...smutno.
- To jest Erica. Jest samotniczką i rzadko się odzywa - wyjaśnił Hide - Dobra skoro już się przedstawiliśmy to powiedz. Jak się tu znaleźliście? - powtórzyliśmy swoje historie,a gdy tamci usłyszeli o...wiecie. Jego śmierci zamarli.
- Czyli wszystko skończone... - nagle odezwała się Erica - Przegraliśmy.
- No właśnie nie - odezwał się Smoke - Loyal postanowił się nie poddawać. Oczywiście ja też. Ja i on - wskazał na nas placem. Walnąłem się ręką w czoło. Powoli zaczynał mnie irytować.
- Skończ - warknąłem,a potem wyjaśniłem im wszystko. Byli zadowoleni. Obaj.
- Rozumiem,że tworzysz drużynę? - uśmiechnął czarny.
- Tak - skinąłem głową.
- Jesteś bardzo odważny - odezwała się znowu .
- Tak sądzisz?
- Tak - uśmiechnęła się Erica. Po raz pierwszy odkąd ich spotkaliśmy uśmiechnęła się. Wpatrywaliśmy się w siebie kilka minut aż przerwał nam chrząknięcie Hide'a.
- Koniec gołąbeczki - klasnął w ręce,a my się zarumieniliśmy. To znaczy ja bo tamta zrobiła groźną minę i mnie mięła. Smockescreen zachichotał ale posłałem mu groźną minę i się zamknął. Ruszyliśmy przez pustkowie. Hide zaczął opowiadać jak wrócił na Cybertron z nadzieją,że coś się zmieniło i spotkał Erice z tym samym celem. Niestety planeta była bez zmian więc opuścili ją i udali się na ziemie bo dowiedzieli się o grupie Prime'a i chcieli do niej dołączyć. Niestety plany legły (częściowo)gruzach.
- Na szczęście spotkaliśmy was - uśmiechnął się Hide. Kiwnąłem głową.
- Trzeba wracać do domu.
- Macie most ziemny? Kosmiczny?
- Żadnego - wtrącił się Smoke. Wtedy Hide wyciągnął dwa przedmioty. Obra rodzaje mostów. Szybko wbił coś i po chwili pojawił się most. No cóż. On był lepszym wynalazcą niż ja. No i jeszcze medykiem. Wtedy o sobie dała znać rana jednak nic nikomu nie powiedziałem i tak jak inni(Iron przyjął postać furgonetki,a Erica zgrabnego motorku)przejechaliśmy przez most. Potem sprawy potoczyły się błyskawicznie. W bazie była mama Rose pani Monica Eluse. I gdy tylko nas zobaczyła omal nie zemdlała. Dopiero po przetłumaczeniach,że jesteśmy dobrzy i ma nikomu nic nie mówić zgodziła się nas pilnować i dochować tajemnicy.
- No to tu zostajemy - zadecydował Hide. Erica kiwnęła głową - Ale już mówię,że nie chcę na żadne misję. Wolę być medykiem - uśmiechnął się. I wtedy Smoke'owi się coś przypomniało.
- Starscream wczoraj zranił Loyala. Trzeba go opatrzyć!
- Wczoraj? Och...mogło się wdać zakażenie - i mimo moich protestów opatrzył mi ranę. Posłałem Smockescreenowi mordercze spojrzenie. Ten skulił się smutny. Ale w głębi iskry wiedziałem,że postąpił słusznie i dziękowałem mu bo ból był nie do zniesienia.
- To cóż...do widzenia jutro przyjdziemy - pani Monica wyszła.
- Odwieźć was? - spytał Smoke.
- Nie. Mama ma auto. To cześć! - dzieciaki się z nami pożegnali i wyszli. Tymczasem nowe boty zaczęły się urządzać w kryjówce. A mnie co teraz interesowało to jedynie Erica.

Rozdział 1 Smarkacz i gaduła

Stałem na parkingu i obserwowałem jakiś sklep i ludzi w nim przebywających. Zapadał zmrok. Osoby wyszły z budynku zamknęły go,wsiadły do auta i odjechały. Ja postanowiłem przeczekać tu noc. Czujnik który podczas wojny zaaplikował jeden z medyków uaktywnił się i dobrze wiedziałem,że na razie żaden Decept nie czai się w pobliżu. Zastanawiałem się jak długo byłem nieaktywny? Znaczy...pół nieaktywny. Inaczej bym nie słyszał,że On nie żyje. Przechodził obok,walczył z Megatronem,a nawet mnie nie zauważył...Nigdy mnie nie zauważał...Nagle coś huknęło w mój prawy bok. Natychmiast użyłem lusterka by zobaczyć kto to. Okazało się,że to człowiek. Młody chłopak,o długim czarnym czymś co nazywało się włosy. Ubrany był w bluzę,dżinsy i trampki(a przynajmniej tak nazywały się takie ubrania innych ludzi po skanowaniu). Wziął coś okrągłego(piłka) i obejrzał mój bok.
- Uf! Gdyby ktoś to widział miałbym przerąbane! Takie lamborghini musi kosztować fortunę! - rozejrzał się czy nikt tego nie widział,a potem obszedł mnie dookoła - Dziwne... - natychmiast znieruchomiałem. Zauważył coś. Ukucnął i zaczął grzebać przy tablicy rejestracyjnej. Wyjął z kieszeni latarkę i poświecił.
- Ej! Ale to nie jest rejestracja tylko głowa jakiegoś robota!  - wstał i postukał w tylną szybę. Potem stanął przed przednią maską. Zaczęło się robić całkiem ciemno i zapalały się uliczne latarnie. W ich świetle zauważyłem,że ów osobnik który zaczął coś podejrzewać ma ciemne oczy,założone ręce i przygląda mi się z uwagą.
- Może będą tu kręcić jakiś film? - zapytał sam siebie,a potem pokręcił pewnie głową - Tak na pewno. A...przynajmniej mam nadzieję bo może to skradzione auto - wziął z ziemi piłkę,przyglądał mi się przez chwilę,a potem wszedł do lasu. Odetchnąłem z ulgą. Nie rozpoznał mnie. Niestety spokój nie trwał długo bo z lasu usłyszałem jakiś huk,a mój czujnik zaczął wariować przy okazji wykrywając jakiegoś Autobota. Nie czekałem tylko wjechałem do lasu i tuż bo wjechaniu transformowałem się ryzykując wykryciem. Ale i tak mnie to nie interesowało. Liczył się ten chłopak który był zagrożony. Zaczął biec aż w  końcu trafiłem na polanę. Tam leżał ten chłopak,przerażony cofał się na ramionach i gapił się w...Dwa dobrze mi znane Decepticony. Pierwszy był szary i szczupły. Miał okrucieństwo wymalowane na twarzy i znak Cona.. Drugi miał barwę podchodzącą pod fiolet i złoty. O wiele masywniejszy również,ze znakiem Decepta. Starscream i Terror. Zacisnąłem zęby. Z tym tchórzem który jest niby ,,lojalny'' Megatronowi łatwo sobie poradzę. Gorzej z jego kumplem...Cóż nie zauważyli mnie. Mogłem uciec. Ale co wtedy by się stało z tym chłopakiem?
- Zostawcie go. Nic wam nie zrobił - spojrzeli na mnie wraz z dzieciakiem. Cony uśmiechały się wrednie.
- O...Loyal Courage...Jak...NIE miło cię widzieć. Dziwne,że żyjesz - wysyczał Starscream z morderczym uśmiechem.
- Tak samo mogę śmiało powiedzieć o tobie Starscream. Bo dziwne,że taki tchórz jak ty jeszcze żyje - stałem w pozycji bojowej.
- Cóż...na pewno mam więcej szczęścia niż twoja głupia matka - zaśmiał się wrednie - Błagała mnie o litość! - zawsze gdy go widziałem wypominał śmierć mojej mamy. Nienawidziłem go za to.
- Zamknij się - wysyczałem.
- Bo co? - wtedy po raz pierwszy odezwał się Terror - Co nam zrobisz? Nas jest dwóch a ty jeden - wyciągnął ostrze i zamachnął się na mnie. Jednak w porę odskoczyłem i również zamachnąłem się swoim ostrzem. Jednak zdązył mnie zablokować. Gdy tak się mocowaliśmy dzieciak stanął na chwiejne nogi.
- Uciekaj! - krzyknąłem. Ten jednak stał nadal aż w końcu wypatrzył coś za mną.
- Za tobą! - odwróciłem się. Starscrem zamachnął się na mnie swoimi pazurami. Wykorzystując mój przydatny często refleks uderzył go i wpadł na Terrora. Obydwaj się przewrócili.
- Wstawaj Starscream! Przygniatasz mnie tym cielskiem! - jęknął fioletowy.
- Ja? To ty ważysz jak ten ziemski słoń! - odgryzł się Generał Conów. Nie wiedziałem kim lub czym jest owy Słoń ale nie miałem czasu się nad tym zastanawiać. Ruszyłem na nich i nim zdążyli reagować wybiłem Terrorowi z ręki ostrze i przytknąłem mu swoją broń do gardła. Natomiast w Screama celowałem z blasteru.
- Poddajcie się - zmrużyłem oczy - Przegraliście.
- O tak - Star podjął próbę perswazji - Jesteś świetnie wyszkolony ale... - skulił się - ...Nie masz z nami szans - poczułem,że wbił pazury w mój brzuch. Na szczęście daleko od iskry ale to i tak nie sprawiło,że ból był mniejszy.
- A! - skuliłem się. Szary się zaśmiał zaś Terror podniósł się i wziął z ziemi swoją bron. Moją kopnął daleko za siebie.
- Co teraz? - przytknął mi narzędzie do gardła. Świetnie! Ledwo się wybudziłem,a już kłopoty. Ech...ojciec mi mówił,że mam talent pakowania się w tarapaty. A matka,że mam to po nim. Wtedy rzedła mu mina. Ech...tak bardzo mi ich brakuje.
- Ostatnie słowo? - z rozmyślania wyrwał mnie pełen złości głos Terrora. Już miałem się odezwać,że nie mam ostatniego słowa i by to lepiej on się na takiego słowo przygotował ale wtedy z krzaków wyskoczył inny bot. Miał biały lakier i był ewidentnie młody. Nie przyjrzałem się mu jednak zbyt dobrze bo szybko zmienił swoje położenie. I nim zdążyłem zareagować w ręce miałem dwie bronie - moją i fioletowo - złotego - no i byłem uwolniony przed śmiercią. Za to Scream i Terr leżeli znowu na ziemi. Nad nimi stał owy bot - wybawca. Nie wierzyłem własnym oczom. Czerwony znak Autobota z pasami po bokach błyszczał się. Był to Wrecker. Smockscreen. Na Cybertronie działał mi na nerwy i zawsze starał się ze mną zaprzyjaźnić. Pewnie dlatego,że miałem - no nie oszukujmy się - dosyć wysoką pozycję na Cybertronie. Ech...mimo,że uważałem go za smarkacza to jednak miał talent i cieszyłem się,że go widzę. Jakiś Autobot oprócz mnie na ziemi to dobrze. Chociaż mój skaner wykrył ich więcej. W każdym bądź razie wstałem. Powoli i z bólem ale wstałem. Rana mi dokuczała,a nawet ostro ale starałem się nie zwracać na to uwagi.
- Cześć Loyal! Dobrze cię widzieć! - krzyknął przejęty i podbiegł do mnie. Wtedy zobaczył ranę - Wszystko gra? Och jako przyjaciel powinienem być na miejscu wcześniej. Mogłem się domyślić - posmutniał. Na pewno był to szczery smutek ale to i tak nie usprawiedliwiało tego,że się podlizywał.
- Nic mi nie jest - warknąłem łapiąc się ręką za bok - No a teraz skopmy im porządny łomot - Zbliżyłem się do naszych wrogów ale ci szybko wstali.
- Sorki ale nie mamy czasu - odparł Terron,zmienił się w terenówkę i odjechał . Za to Scream zmienił się w myśliwiec(pewnie ziemski)i zanim zdążyliśmy zareagować odleciał. Zostaliśmy na miejscu.
- Dzięki za ratunek - powiedziałem niechętnie.
- Nie ma za co - od razu się wyszczerzył.
- Kim wy jesteście? - dopiero wtedy przypomniałem sobie o dzieciaku. Najwyraźniej otrząsnął się z pierwszego szoku i podszedł do nas - To wasi wrogowie? - skinąłem głową.
- Tak. Decepticony. Starscream i Terror. A my jesteśmy Autoboty. Mam na imię Loyal Courage i jestem tym autem coś mnie tak padał - uśmiechnąłem się - A to Smockescreen.
- Jestem Kevin Castle i mam 13 lat - przedstawił się wciąż niepewny - O co im chodziło?
- Słuchaj nie możemy rozmawiać tutaj. Ktoś mógł usłyszeć odgłosy walki,a nie chcemy obcych gości. Znasz jakieś miejsce gdzie możemy się schować?
- Tak. Opuszczona cementownia. Opuścili ją tydzień temu i już tam nie wrócą. Jest w bardzo dobrym stanie.
- Prowadź - zmieniłem się w auto ignorując ból i otworzyłem drzwi. Ucieszony wszedł do środka. Smockescreen również zmienił się w auto i wyjechaliśmy w kierunku jaki pokazał nam Kevin. Podczas drogi cały czas gadał o swoich zainteresowaniach (deskorolka,piłka i judo wytłumaczył nam co to jest) i tego typu sprawach. Był sympatyczny i buzia mu się nie zamykała. Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce okazało się,że cementownia to udana kryjówka. Na dodatek w środku (innej) części lasu z daleka od drogi. Od razu się tam zagościliśmy. Miałem też kilka technologicznych nowinek z Cybertronu i od jutra postanowiłem zrobić tu mały remament. Jednak teraz na zmianę ze Smoke'iem opowiedzieliśmy Kevionowi kim jesteśmy,co tu robimy i w ogóle o co nam chodzi. Po wysłuchani opowieści chłopak kiwnął głową.
- Okej.Czyli...musicie znaleźć energon,pokonać tego całego...Megatrona i odbudować...Cybertron - przytaknąłem - Okej. Odjazdowo! To znaczy...akcje ale wam współczuję - zmieszał się ale ja dałem mu znać,że jest w porządku więc mówił dalej -  Możecie tu zamieszkać. Jutro po szkole - takie miejsce do nauki - wytłumaczył widząc,że Smoke chce coś powiedzieć - mogę tu przyjść? Przyprowadzę dwójkę zaufanych przyjaciół - obiecał - No i mamę tej jednej przyjaciółki. Jest policjantką.
- Nie możesz nikomu powiedzieć. A zwłaszcza dorosłym. Jesteśmy tu inco gnito - zaoponowałem.
- Nikomu nie powiedzą - zaoponował - Przysięgam. Są zaufani - zamyśliłem się.
- Cóż...Skoro im ufasz przyprowadź ich. Ale nikogo więcej. A teraz...Skoro jest ciemno odwiozę cię do domu. Może jakoś się wytłumaczysz z mojej obecności. Pewnie się o ciebie martwią.
- Spoko. Rodzice są za granicą. Mieszkam sam,a raz na tydzień przychodzi ciotka - odparł. Na wzmiankę o rodzicach zrobił się smutny. Wiem jak się czuje. Rozumiem go. Sam mam...miałem rodziców wiecznie zajętych.
- I tak cię odwiozę. Cony mogą czaić się w pobliżu - zmieniłem się w auto - Zostań tu Smoke - ten tylko kiwnął gorliwie głową zaś Kevin do mnie wsiadł i odjechałem. Podczas jazdy ulicą obyło się bez niespodzianek. Mimo to miałem się na baczności. Gdy odwiozłem go pod dom zobaczyłem,że musi mieszkać w przepychu. Ale co,że jest bogaty skoro nie ma rodziny? Kolejny raz mam de ja vu. Kevin wysiadł.
- Dzięki za podwózkę. Cześć! - wyjął coś co nazywa się kluczami,otworzył drzwi i wszedł do mieszkania,a ja odjechałem. Kiedy przybyłem na miejsce Smoke oglądał pomieszczenie. Gdy tylko usłyszał,że wróciłem obrócił się promiennie w moją stronę.
- Wiesz jak tu dużo miejsca? - zapytał - A jak uratujemy Cybertron to wszyscy będą nas podziwiać przyjacielu!
- Ola,ola! - transformowałem się i uniosłem ręce w obronnym geście - Zwolnij! Żaden przyjacielu to po pierwsze,a po drugie: uratowanie naszej planety to długa droga. Ale zgodzę się z wielkością tego miejsca. Kevin miał rację. Jutro mam tu zamiar zamontować kilka bajerków - wskazałem na części leżące na podłodze.
- Widziałem. A...tak z innej beczki to jak tu trafiłeś? - Smoke zmienił temat.
- Uciekałem,rozbiłem się tutaj,zapadłem w stan hibernacji nie wiem ile leżałem ale obudziłem się,miałem jakiś problem oczami,spotkałem Kevina i resztę już znasz - opowiedziałem w dużym skrócie. Nie miałem zamiaru z nim rozmawiać ale mimo wszystko podjąłem temat - A ty?
- Też się tu rozbiłem,spotkałem Prime'a i jego drużynę bo wiesz mięli drużynę i...
- Wiem,że mieli drużynę. Podsłuchałem ich rozmowę na statku,na Cybertronie. No i walczyli obok mnie...On i Megatron...Słyszałem ich...Pewnie po śmierci Jego uciekłeś?
- Tak - Smoke gwizdnął przez zęby - Chciałem pomóc. No i niezły zbieg okoliczności z tą walką nie? Cóż...Decepty przeniosły się w te okolice. Czują się bezkarni więc na razie nie wybierają na łeb na szyję energonu.
- Przeczuwałem to - kiwnąłem głową. Naglę jęknąłem. Rana po pazurach Screama po długim czasie dała o sobie znowu znać. Smoke od razu znalazł się obok.
- Wszystko gra?!
- Tak - skinąłem głową - Jutro poszukamy jakichś innych botów. Mój skaner je wykrywa. Gdy tylko Kevbin wróci ze swymi kumplami poszukamy ich. Wtedy może ktoś mnie opatrzy. A teraz się zamknij - zauważyłem,że Smok chce coś powiedzieć. Nagle jego wzrok padł na mój bok.
- To ten biało czarny lakier nie jest prawdziwy? - zapytał. O nie...musiałem o coś zahaczyć. Pewnie podczas walki z conami. Dobrze,że tego nie zauważyli(a na pewno tego nie zauważyli bo inaczej były by docinki z ich strony). A czego tak się bałem? Co tak skrywałem pod biało - czarnym lakierem?
- To nic...jutro spytam się Kevina czy niema lakierów tego koloru. A teraz chodź spać - uciąłem dyskusję widząc,że tamten chce coś powiedzieć - A jak spotkamy jakiegoś bota nic nikomu nie mów co zobaczyłeś - ten tylko skinął w milczeniu głową. Może się nie domyślił...chociaż szok malowany na twarzy. Położyliśmy się. Było już późno. Co takie zauważył Smockescreen? Mianowicie od mojego ramienia aż w połowę głowy ciągnął się błyszczący czerwony i niebieski na głowie lakier...

Prolog

Dawno temu...na planecie zwanej Cybertronem rozgrywała się wojna pomiędzy dwoma frakcjami Transformerów. Autoboty pod dowództwem Optimusa Prime'a które walczyły o wolność swego kraju i Decepticony wraz z wodzem Megatronem pragnący zawładnąć planetą. Obie frakcje dzielnie dążyły do celu stopniowo wyniszczając niegdyś wspaniałą planetę. Mimo starań Prime'a o pokój i pogodzenia się ze swoim starym przyjacielem wojna trwała nadal aż w końcu Autoboty wyniosły się gdzieś daleko,a cała chmara Deceptionów zamieszkała na planecie zwanej Ziemia ponieważ tam znajdowały się złoża Energonu. Bardzo cennego dla wszystkich Transformerów. Mimo tego,że na ziemi znajdowali się Prime i jego drużyna nie dali rady liczniejszym Decepticonom. Optimus zginął,a jego drużyna uciekła starając znaleźć Boty na tyle odważne by zgodziły się im pomóc. Na ten czas Megatron zdecydował się skończyć pracę ponieważ czuł się całkowicie bezpieczny więc nie widział potrzeb by się spieszyć. Ale nie na długo...

Wylądowałem na jakiejś planecie. Nie wiedziałem wtedy,że to ziemia. Nic nie wiedziałem oprócz jednego...Ucieczka. Musiałem spać i być nieaktywny przez mnóstwo Terracykli. Od razu gdy się obudziłem wyczułem ich - lata walki mnie w to wprawiły - decepticony. Wyczołgałem się z gliszcz mojego statku. Wiedziałem,że On i jego drużyna przegrali,wiedziałem,że tu są. Byłem na statku gdy to omawiali. Przez przypadek ich słuchałem. Kazano mi uciekać. Czemu? Też bym walczył. Wiem,że jeden bot więcej to mało ale zawsze to coś. Teraz sam musiałem dać sobie radę. Poradzić sobie. Nie miałem możliwości ucieczki. No chyba,że byłbym tak szalony by ukraść im jeden ze statków. Ale nawet nie miałem zamiaru. Wyczułem tu też inne boty. Może tak jak ja uciekały na najbliższe planety - a ta była jedną z nich - może tak jak ja dopiero się wybudziły. Albo dopiero przybyły...nie miałem czasu się nad tym zastanawiać. Trzeba działać. Wstałem. Niestety światło słoneczne mnie oślepiło. Na Cybertronie też mieliśmy słońce. Tylko inne. Chyba miałem coś ze wzrokiem bo strasznie parzyło. Dopiero gdy założyłem specjalną zasłonkę na oczy zacząłem coś widzieć i optyki przestały mnie boleć. Coś sobie uszkodziłem. Trudno. I tak dzięki osłonie widzę. Ruszyłem ostrożnie. Nie wiedziałem co tu mieszka i czy nagle nie wyskoczy jakiś Decepticon...Tego dnia nauczyłem się kilku rzeczy...: To jest Ziemia i zamieszkują ją ludzie oraz nauczyłem się ich języka i skopiowałem ładne auto(po skanowaniu okazało się,że jest to lamborghini) by móc się jakoś zamaskować wśród tych ziemskich istot...Teraz byłem gotowy...została tylko kryjówka...A potem zemszczę się...a zwłaszcza za zabicie mi rodziny.

- Szykujcie się Decepticony...
---------
I jak podoba się prolog? Pisany na szybko ale i się podoba. Jeżeli się wyrobię dzisiaj będzie też rozdział. Niestety rozdział drugi będzie w piątek,a kolejny dopiero 6 sierpnia podajże bo jadę na wakacje. Ale pewnie będziecie cierpliwie czekać. Oczywiście jeżeli wam się spodoba opowieść. Zakładka z bohaterami pewnie pojawi się jutro. To ten...do (dzisiejszego)rozdziału! :)